Będę, jak pies warować przy kapliczce

Sawanna olśniona słońcem ,jakiego nie ma w świecie umiarkowanym ,skąd przybyłam -uciekłam. Tam też bywa słońce ze swoim skromnym ,zgrzebnym światłem ale nie jak tu- w Afryce. Po dniach wyciszonej ulgi , wrócił niepokój o Tych ,których pozostawiłam w naszej zaściankowej ,kameralnej dolinie przewrotnie usytuowanej tuż pod miastem .Czuję się ,jak dezerter , jak oferma kompanijna ,która schowała się w wysokiej trawie przed bitwą .

Nie pomogę Moim odetchnąć czystym powietrzem -będą powoli marnieć w oparach trucizny, którą RÓŻNI NIEROZPOZNANI serwują z nieba w postaci ciężkich mgieł ,opadających powoli na ziemię . RÓŻNI NIEROZPOZNANI są -dla siebie samych, doskonale wiadomi ,ale my ICH NIE ZNAMY. My tylko obserwujemy ponure trujące mgły i mamroczemy przekleństwa lub modlitwy.

Nie mam tu na sawannie kapliczki z Jezusem , jaka stała w naszej dolinie ,a u jej stóp warował często pies , zwykły kundel . Przytulał pysk do zimnego postumentu i tak trwał . Figura Jezusa pęknięta wpół i sklejona wyglądała zwyczajnie -frasobliwie. Zrobię sobie podobny ołtarzyk tu na sawannie ,chociaż żadna modlitwa nie zredukuje bólu mojego sumienia . Myślę ,że Jezus w NASZEJ dolinie szarzeje od brudu ,jaki sypie się z nieba chociaż On nie musi zakaszleć , otrząsać się z trucizny ,łapać otwartymi ustami chemicznego powietrza. Żywi są na to skazani .

Widzę poprzez oczy sawanny moje miasto i sto innych miast , gdzie wszystkie figury Jezusa tracą kolor w oczach jego odurzonych mieszkańców .Kapliczki i krzyże przy drogach milczą ,bo zapomniały ludzkiej mowy . Od jakiegoś czasu nikt z nimi nie rozmawia , niewielu się pod nimi modli . Z błękitnego nieba sypie się martwiczy pył , w białym chlebie warzą się nieprzyjazne,obce elementy , wonne zioła wycięto w pień i wiszą teraz , kołyszą się na wietrze – ku przestrodze struchlałych fanów. A ja jeszcze jestem bezpieczna wraz z moimi tutejszymi ziołami.

Trwaj długo sawanno , może udusisz się ,jako jeden z ostatnich ziemskich cudów. Ludzie , rzucajcie te blogi , gdzie śledzą Was setki wrogich oczu . Ratujcie się w realu lub odroczcie swój własny koniec -ucieczką ,jak ja. I niech powstaną – Tu czy Tam , tysiące małych kapliczek : z miłości lub choćby tylko ku pamięci . Cokolwiek się z nami stanie , zostaną tysiące poczciwych śladów po ludziach poczciwych. Trafiłam na coś w rodzaju gliny . Spróbuję ulepić przyjaciela – Jezusa i umocuję go na drzewie lub kamieniu . Nie będzie taki,jak ten w naszej dolinie ale BĘDZIE MI PRZYPOMINAŁ o czym pamiętać trzeba .

Słonie patrzą na moje ręce drapiące glinę i wszystko rozumieją . Rozglądam się za wczorajszymi surykatkami ale nie ma po nich nawet śladu . Wyraźnie mi powiedziały ,że moje schronienie jest -w najlepszym razie ,tymczasowe. Ocho!! Nieufność raz we mnie zasiana , bujnie się rozkrzewiła. Ktoś nadchodzi . Nie sądzę ,żebym powitała go przyjaźnie …Nadal nie odróżniam ludzi od mistrzów mimikry-OBCYCH . Więc alarm !!!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Będę, jak pies warować przy kapliczce

  1. Pingback: Zenobiusz's Blog

  2. Mrsdalloway pisze:

    ateistką Wizjo jestem, a z nieskrywaną tęsknotą patrzę zawsze na kapliczki, i pamiętam, że zafrasowany Chrystus w jednej z bieszczadzkich cerkwi wycisnął mi łzy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s