Okapi ,skocz po pół litra !

Surykatki wróciły .Rozpaczały,że woda podeszła z oceanu pod wszystkie nowe siedliska , jakie w trudzie budowały. Nie litowałam się nad nimi bardziej niż nad sobą . Zawsze jest jakieś awaryjne rozwiązanie.
– Wracajcie na południe – powiedziałam bez emocji – jak woda dotrze tutaj , pojdę waszym śladem .
One mi na to ,że opuściły południe nie bez powodu. To było w zasadzie zrozumiałe i odpuściłam sobie dobre rady. Zatoczyłam obszerny łuk ręką ,dając do zrozumienia, że wszystko co moje – czyli nic , jest do ich dyspozycji .
– Moja sawanna jest waszą sawanną – powiedziałam na wszelki wypadek .
Szał radości , klepały się entuzjastycznie po pleckach , terkały i wizgały sobie wzajemnie w noski i próbowały ze mną dzielić się tą czułością . Opędzałam się dość skutecznie a człeko-szczurki w rozsądnym czasie ochłonęły . Patrzyły teraz na mnie w oczekiwaniu .
Jasne , powinnam zachować się ,jak jakiś życzliwy dominant czy inny komandor. Niech im będzie !
– Robimy naradę – oznajmiłam – ustalimy procedury postępowania do różnych niesprzyjających i sprzyjających okoliczności .
– Do sprzyjających też ??? wyrwało się niepotrzebnie jednemu małemu ,ale duża dźgnęła go ostrzegawczo paluszkiem w żeberko .
– Też!! powiedziałam z naciskiem – profesjonalne działanie cechuje wszechstronność podejścia….
– Do czego…..zaczął znów mały ale duża zatkała mu pyszczek łapą i spojrzała na mnie ufnie. Zawahałam się ,potem zapytałam:
– Czy nie mogłybyście wyznaczyć szefa ze swojego grona ?
Milczenie pełne zawodu . Nie miałam pomysłu na współpracę z surykatkami ani koncepcji obrony totalnej przed nieuniknionymi atakami natury . Woda już nas goni , ogień pręży się do skoku , słońce wyczynia brewerie i symuluje serdeczną przyjaźń .Antylopy snują się zdegustowane bo słyszą jakieś głosy wewnętrzne,które każą im zmienić menu – albo skosi je rychła choroba i liczne mutacje. Człeko-szczurki jeszcze tego nie wiedzą bo przed ich migracją wszystko jeszcze grało . Porobiło się nienormalnie .Nie potrafiłam tego wyjaśnić surykatkom ale gdzieś sumienie zagrało we mnie śladowym poczuciem odpowiedzialności .Ten instrument -jak sądziłam ,rozstroił się był ,kiedy porzucilam bliskie mi światy i bliskich mi ludzi ale odezwał się w sytuacji analogicznej do znanych mi z przeszłości .
-Siadamy – powiedziałam autorytatywnie – wytężamy głowy ,bo rzecz wymaga głębokiego namysłu i racjonalnego działania. Musimy być gotowi do obrony …-zawahałam się – do obrony totalnej , bo zagraża nam to wszystko ,czym dotąd żyliśmy.
– Woda ! pisnął mały .
– Nieziemia – powiedziała duża z powagą .
– Mówi się nadzieja – poprawiłam ją machinalnie – nadziei mamy w sam raz tylko propozycji nie słyszę .
– To już nie-ziemia ! odezwało się coś melancholijnie za moimi plecami . To było okapi , które dyskretnie wystawało zza kępy traw i przyglądało się naszej gromadce.
– Ok , ale my się teraz naradzamy – powiedziałam niecierpliwie – terapię mamy jutro .
Okapi westchnęło i oznajmiło zdegustowane ,że nocą słyszy głos ,który każe jej zarzucić picie wody na rzecz powietrza .Sprawa niebywała w znanym jej świecie – to znaczy dobra stara ziemia stała się nie-ziemią .
– Mam pić haustami powietrze – wyjaśniła ofiara nocnych głosów – podobno grozi mi śmiertelne zachłyśnięcie się wodą.
– Jutro to wyjaśnimy ,Okapi – powiedziałam spokojnie – antylopy też słyszą głosy , macie więc wspólny temat do rozmów . Zawsze ci tego brakowało .Będziesz miała więcej przyjaciół .
Surykatki patrzyły po sobie i wyglądały na zaniepokojone . Rozumiałam je , bo do wody , nieziemi i głosów ,w każdej chwili mogłam dorzucić wiązkę dalszych zagrożeń .Przemknęło mi przez myśl ,że duża surykatka ma konkretny powód do negowania odwiecznego statusu ziemi. Sytuacja zaczęła przerastać mój relaksujący się notorycznie mózg .Nie wiedziałam ,jak pomóc sobie i komukolwiek . Żeby to mnie jakiś głos podpowiedział , jak przeżyć ataki natury ale zamiast zbawczych rad słyszałam tylko coraz wyraźniejszy szmer nadchodzącej wody . Lekka ,jasna , niegłęboka i – zdawałoby się , nieagresywna , kołysała coraz większym obszarem sawanny . Bezradność . Wszyscy na drzewa ? Jak długo ? Zdejmie nas stamtąd huragan lub słońce .
– To naradzamy się ? zniecierpliwił się mały – chcę się bawić z okapi .
Spojrzałam na niego z roztargnieniem ,które , jak wiedziałam , nie sprzyja koncentracji ani nie ułatwia rozmow.
– Okapi !- spojrzałam za siebie – okapi , skocz po pół litra.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Okapi ,skocz po pół litra !

  1. ziggy pisze:

    wreszcie nowy wpis, fajne opowiadanie !

  2. T - neo pisze:

    Bardzo zabawny tekst:)))

    uśmiałam się … muszę lecieć jestem kormoranem;)

  3. T - neo pisze:

    „Nieziemia – powiedziała duża z powagą”;)

  4. Pingback: Ucieczka od szalonych trolli,czyli Panna Wizja nadaje…. cdn.… « Zenobiusz's Blog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s