Te lepsze dzieci.

Kończyłam już szałas -fajny ostrosłup na planie koła,kiedy zaczęło mżyć.Ucieczka przed pistacjową mżawką byłaby przejawem słabości charakteru więc pozostałam na zewnątrz.Zbierałam wśród traw narzędzia,kiedy nagle spostrzegłam,że deszczyk przemieszcza się w górę zamiast sunąć spod chmur.Spojrzałam w kierunku Surykatki Zmanierowanej,która nie opuszczała stanowiska przy klawiaturze,niezależnie od warunków-jakichkolwiek.Chciałam ją spytać czy zna zjawisko odwróconego deszczu ale wtedy je dostrzegłam.DZIECI INDYGO.
Wychodziły gęsiego z jakiegoś nieistniejącego punktu pod akacją.Poruszały się,jak żyrafy więc przypominało to zwolniony film.Wykonywały wachlujące ruchy dłońmi a deszczyk posłusznie wywijał się ku górze.Uśmiechały się.Ja się nie uśmiechałam bo nigdy wcześniej nie znalazłam dowodów na istnienie Dzieci Indygo.Magia sawanny?Analogia fatamorgany?Czy się bać?Czy przystapic do identyfikacji? Po co?
Podeszłam i stwierdziłam,że są aż nadto materialne.Skorzystałam z pretekstu,że to JEDNAK DZIECI i uchwyciłam chłopca za tańczący nadgarstek.Normalny.Spojrzał na mnie oczami ważki i zwinął uśmiech w wąski rulonik.
-Znowu to samo-powiedział zwyczajnie-sądziłaś,że będziemy bardziej indygo?
-Sądziłam,że jesteście fikcją-odpowiedziałam szczerze a mały skrzywił się,jak każde dziecko.Opuścił dłonie i wodny pył skierował się ku ziemi.Pozostałe dzieci złamały szyk i wszelaki porządek więc deszczyk wirował jak w kłębkach mini tornad-góra,dół i na skos.Zmienił też kolor na lawendowy a twarze dzieciaków spoważniały.
-Przybywacie z realu?spytałam naiwnie.
-Z wirtualnego realu-odpowiedziała wiotka panienka z oczami żbika.Pozostali przyglądali mi się bez emocji a raczej bez pozytywnych emocji.
-Więc nie jesteście żadnym faktem.Jesteście kolejnym wyobrażeniem czy jakąś interpretacją ludzkich oczekiwań.
-Jesteśmy Dziećmi Indygo-wyjaśniła cierpliwie dziewczyna-a wirtual był dla nas ostatnio realem bo próbowaliśmy bardzo realnie porządkować chaotyczne dyskusje na nasz temat.To beznadziejna sprawa,podobnie,jak wyjaśnianie że haarp to tylko odmiana hard-rocka a wyraz „nibiru” oznacza slangową wersję „nie biorę”.Próbowaliśmy pomóc ale to strata czasu.
-Aach! Działaliście na blogach-zrozumiałam wreszcie-przydzielono wam misję niejako porządkową,łagodzącą.
-Nic nam nie przydzielano-odparła sucho-nikt nie jest władny nami dysponować bo nikt nie jest wystarczająco kompatybilny.Robimy to,co uznamy za słuszne.
-Co zatem chcecie porządkować u mnie? zapytałam trochę z wysoka.
-Chcemy się bawić- podpowiedział żywo mały ważkooki-nie będziemy tu pracować!
-U CIEBIE? wiotka rysiowzroczna uśmiechnęła się pobłażliwie-jesteś U NAS, wszyscy jesteście u nas,gdziekolwiek was nogi poniosą.Mały ma rację,przyszliśmy tu zrelaksować się.Nasze procesy myślowe,jakkolwiek bezbłędne i szybkie,jednak wyczerpują z czasem.Każde stworzenie odpoczywa.Słońce,tego nam teraz potrzeba.
-Uważacie się za istoty wyższe? stwierdziłam raczej niż zapytałam.
-Istoty lepsze-powiedziała i jakby na potwierdzenie jej słów,wszystkie drobne twarze zakwitły złotym różem i rozciągnęły usta w szarfy uśmiechów.DLA MNIE TO BYŁO ZBYT WIELE.
-Nie musicie aż tak się dekorować-powiedziałam-nie wymagam rekwizytów żeby zrozumieć przekaz.
Dzieciaki wetknęły w oczy słodkie barwy rumianków i wróciły do zabawy z deszczem.Plotły sieci z wodnych pasemek,jak ja moje szałasy z gałęzi i traw.Rozumiałam ich rozbawienie i zapał.One zdawały się nie odróżniać zabawy od całej koniecznej reszty.Spojrzałam na rysiooką.Rwało ją do wygłupów z deszczem ale chciała zachować twarz.
-Coś jeszcze potraficie?-spytalam uprzejmie-poza pląsem,sztuczką z deszczem,pojawianiem się z nagła…
-….Czytaniem w myślach – dopowiedziała pospiesznie-oraz bezbłędnym rozumowaniem na bazie powszechnie dostępnych danych.Wy tego nie potraficie.
-Ludzie-anioły?uśmiechnęłam się-inteligencja plus miłość.Co zawiodło na blogach,że okazaliście się nieskuteczni?Inteligencja….hm,jakaś niszowa czy nadmiar miłości?I czego szukacie na sawannie poza bezpieczeństwem emocjonalnym?
-Jesteśmy zbyt wysublimowani-przymknęła powieki,jakby chroniła oczy przed moją prostotą-a miłość INDYGO nie ma sobie równych….rozbijamy się o was ,jak małe ptaszki nie rozumiejące przeszkód ,rozbijają się o szyby waszych domów.
-Też jestem za wolnością-zgodziłam się- dlatego tu przebywam.Ale powiedz-wobec waszych-indygo, mocy przerobowych,kto ci zapewnia np.dom?
Otworzyła oczy rozumiejąc niestosowność przesady w każdym działaniu.Zmieniła ich barwę na zielono-złotą.
-Nnno,my robimy coś dla was a niektórzy z was poczuwają się do zapewnienia bytu dzieciom indygo.
Po jej słowach niebo wstrzymało deszcz i dzieciaki zostały z rękoma zawieszonymi w próżni.Ich oczy zmieniły się w beżowe szypułki skierowane ku rysiookiej.Ta straciła kontenans i sarknęła w moją stronę:
-Ty co, uważasz się może za jedno z diamentowych dzieci? Pokaż co potrafisz!
-Jestem dzieckiem zielonym,jak wczesna gruszka-powiedziałam zgodnie z prawdą-jedyne,co umiem to odróżniać prawdę od półprawdy.A wy pachniecie mi ble-fem.
-No wiesz!oburzyła się i tak szybko trzasnęła powiekami,że złamała sobie perfekcyjnie połowę rzęs.
-No widzisz!ucieszyłam się-szczery człowiek nie gnie sobie rzęs na byle czym.Masz teraz oczy,jak te kręgi zboża połamane symetrycznie……
Dziewczyna roześmiała się nagle i wyznała spontanicznie :
– Te kręgi zbożowe to nasze dzieło.Niezwykłe,prawda?Nikt na to nie wpadł.
Kiedy zdegustowane Dzieci Indygo powędrowały za słońcem,mżawka wróciła do normy a mój szałas wykazał niedoróbki.Naprawiając zerkałam na wschód,gdzie liczne drobne zjawiska potwierdzały niezwykłość moich niedawnych gości.Przed udaniem się na spoczynek miałam okazję obserwować ich dziwne fajerwerki-przypominały trochę mikro erupcje wulkanów a trochę eksplozje nocnych obłoków.Rano zaledwie tuzin antylop zgłosił się do opatrzenia ran.Jedną trwale rozerwaną poleciły miłosiernemu słońcu. Opowiadały potem,że nocne zabawy z dziecmi indygo to coś niezapomnianego.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

33 odpowiedzi na „Te lepsze dzieci.

  1. Pingback: Te kręgi zbożowe to nasze dzieło.Niezwykłe,prawda?Nikt na to nie wpadł. « Zenobiusz's Blog

  2. violamalecka pisze:

    Ja też jestem za wolnością…

    Dzieci indygo… też znam jedno takie dziecko.
    Moja wczorajsza z nim rozmowa podobna
    była do Twojej… Takie dzieci pięknie się śmieją…
    Taki śmiech pozostaje w pamięci i sercu na zawsze.

  3. Ela pisze:

    To jest to co porusza serca.Myśle że nawet te twarde:)Wizjo no prosze troche mnie nie ma a ty innych kolorków nabrałaś…Ładnie ,wiosennie.Coś w tobie drgnęło czy co?:)))Pozdrawiam cie bardzo,bardzo serdecznie!!!:))

    • Wizja pisze:

      Uff, Elaiko – już się bałam ,że mnie ofukniesz co do tych kolorków . No bo w zasadzie jeszcze bardziej „zakolorowałam” twarz . Zdrowiej i wracaj.

      • Ela pisze:

        Wizjo zakolorowałaś ale ja i tak mam w głowie namalowaną ciebie .Wiesz serduchem malowałam….:)

      • Wizja pisze:

        Elaio, miałam cię odwiedzić ale cóś nasze gołębie pocztowe zderzyły się w drodze i spadły. No i teraz pozostaje nam tylko tym serduchem se malować. Wracaj bo w tych SPA potrafią zepsuć co dobre.

  4. Rosa pisze:

    🙂 te nie były prawdziwe 😉

    • Wizja pisze:

      Pewnie,pewnie . Ty znasz te prawdziwsze. Ale moje są mniej kłopotliwe bo naszło mnie podejrzenie,że nie spotkałam ich tak naprawdę.

      • Rosa pisze:

        Twoje od razu dorosłe są, a moje mają jeszcze czas, żeby dorosnąć 😉
        Ale to prawda, śmieją się nieziemsko, zwłaszcza to młodsze, ciekawe, czy kiedyś przestanie ząbkować 🙂

      • Wizja pisze:

        Masz na myśli , kiedy przestanie wbijać się zębami ? Nigdy!

  5. miziaforum pisze:

    witam nie na temat a/d twojego wpisu u mnie – lubię naturę ale też komfort i wygode

    • Wizja pisze:

      Witam. Komfort tworzenia czyli /dla mnie/ istotę wolności czy komfort dla niego samego -czyli pewnego rodzaju gnuśność ? Rozumiem cię chociaż jesteśmy z zupełnie innego materiału. Ja całe życie walczę i nie wytworzyłam w sobie POTRZEBY wygody. Mam natomiast potrzebę nieskrępowanego „tworzenia” -cokolwiek to znaczy .Wbrew pozorom ten komfort i wygoda > czyli pieniądze ,wcale tego nie gwarantują. Słowo! Dziękuję za nagranie chociaż miewałeś lepsze propozycje muzyczne.

      • miziaforum pisze:

        bo to jest taka klubowa podskakujka do drina na wieczór w towarzystwie ,
        sam słucham nawet kulka godzin zupełnie czego innego 😉

        narka
        znikam znów na 14 dni

    • Rosa pisze:

      A co tu wyprawia Miziostwora? Na sawannie propaguje wygodnictwo i bierność? ? ? Surykatki umrą ze śmiechu, patrząc dla porównania, jak Wizja od rana do wieczora plecie trzy po trzy, hihihi szałas oczywiście 🙂

  6. odarty pisze:

    dobrze, że świat (?) nas obdarowuje dziećmi INDYGO. Może coś dzięki nim się zmieni na lepsze 😉 chociaż już się zmienia 😉

  7. Wizja pisze:

    Cześć odarty. Miałam dziś „zmieniający się” wielokrotnie dzień. Bez Indygo za to z porównywalnie twórczym i zaskakującym malcem. Aa , zanim zmieni się OSTATECZNIE na lepsze to raczej czeka nas eskalacja zła /chaosu/ w drodze do tego lepszego. Spróbujemy przetrzymać.

    • Rosa pisze:

      Apropos zaskoczeń, Klon Kleofas aklimatyzuje się u nas całkiem dobrze. Pozdrawia sawannę i nie tęskni 😉

    • pstro pisze:

      a malec osobisty ? tak pytam, bo kto pyta ten wie

      • Wizja pisze:

        Bardziej niż osobisty.To wnusięto .No jemu nie potrafię odmówić szaleństwa na sawannie. Namówił mnie do zmiany „architektury” szałasu. Jakem młódka takem wykończona po tych modyfikacjach. Malec nie.

      • pstro pisze:

        ponoć wnusiętom pozwala się na to, czego dziecię uświadczyć nie mogło, tak słyszałam, kiedyś się przekonam, jak na razie moja siostrzenica lat 3 i pół robi ze mną co chce, ze mną, znaną ze swej nieugiętości do prób wszelakich wykraczających POZA ,a w tym przypadku nawet poza nie jest zachowana

  8. Wizja pisze:

    Jasne Psto. Wnusięto można kochać już na luzie – obłąkańczo,bezwarunkowo i nie psując zabawy „smrodkiem dydaktycznym”. Od smrodków i wpajania zasad ma swoich starych.Jakoś mi się teraz moje dzieci niej kojarzą z moimi dziećmi > wciąż mi się wydaje,że to wnusięto jest moim dzieciakiem,takim baby-savannah i wszystko nam wolno. Pycha ale jednak nie za często.Tak co 2,3 tygodnie na dwa dni i PRZERWA. To jest ta decydujaca różnica bo z WŁASNYMI nie było przerw ani wytchnienia.

    • Rosa pisze:

      Wnusięta Wizji są jak pęta kiełbasy dobrze obsuszonej, można o nich zapomnieć, albo odwiesić na haczyk. Bardzo spokojnie dyndają wtedy na wietrze i nic nie jest w stanie ściągnąć ich na dół. Takie są wtedy jakby zamyślone 😉

      • Wizja pisze:

        No ja nie wiem Rosa czy o tej porze nie powinnaś spać. A już włóczenie się po sawannie to ekstrawagancja a nawet dekadencja.

      • Rosa pisze:

        Mogę sobie pozwolić 😉 Mam dziś wygrane dwie potyczki z dzikimi, he he

  9. Panama pisze:

    P.S. Zbieżność nazwy Dzieci Indygo z moim nickiem jest przypadkowa, w tym sensie, że nick ten wybrałam na długo zanim usłyszałam o tych dzieciach, ale jak wszyscy wiemy, nie ma czegoś takiego jak przypadek, a kolory mają swoje znaczenie. Taka nazwa była używana jeszcze zanim James Twyman napisał swoją książkę, wierzy się bowiem, że dzieci te przybywają na Ziemię na „promieniu w kolorze indygo”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s