Nawałnica od-dolna

Od czasu,kiedy sawanną targały ulewy i wiatry,małe surykatki ginęły i przepadały gdzieś masowo.Okapi tłumaczy,że zjawisko-jakkolwiek nieobce mieszkańcom,zdecydowanie przybiera na sile a dynamika wiatru nie wydaje się być zadowalającym wyjaśnieniem.Okapi i żyrafy nie znikały wraz z deszczem.Liczne gatunki antylop trwały bez uszczerbku liczebnego.Ptaki fantazyjnie bujały się z wiatrem i nie wyglądały na zagrożone.
Moje próby naradzania się z surykatkami nie przyniosły rezultatów.Najmędrsza dawno już powierzyła bezpieczeństwo swoich dzieci mojej deficytowej uwadze.Ona sama walczyła z grupą Ambitnych o pierwszeństwo przy klawiaturze.Okapi z żyrafą obserwowały mnie z mieszaniną współczucia i kpiny.
Dopatrywały się jakiejś savannah-aberracji w mojej nagłej trosce o populację surykatek.Brodziłam po kostki w savannah-akwarium a savannah-przeciągi odkształcały moje myśli w kierunkach radykalno-nowatorskich.Zacna nowo-myśl kazała mi oznakować małe surykatki z wykorzystaniem do tego celu ultra-ciem,które w porze deszczów przyprawiały wszystkich o piskliwą bezzsenność.Piskliwą i migotliwą bo oprócz ultradźwięków produkowały jeszcze laserowe race w kolorze absurdu.Zawirowania pogodowe intensyfikowały zdolności ciem więc zjawisko naddźwiękowo-świetlne mogło być przydatne w lokalizowaniu surykaciąt.
Ćmy skwapliwie zgodziły się na współpracę.Zdeklarowały się nieinwazyjnie i bezboleśnie zainstalować wewnątrz uszu surykatek i EMITOWAĆ jakby co.Obawiałam się,że to „jakby co”-w porze deszczowej,pozbawi mnie w ogóle snu ale uznałam kwestię bezpieczeństwa małych za priorytetową.Dobrnęłam do bazy komputerowej i przedstawiłam Najmędrszej zasady Wzmocnionego Bezpieczeństwa.Ku memu zdziwieniu Surykatka
oderwała się od klawiatury i zajrzała mi przytomnie w oczy.
-Nawet nie próbuj! syknęła i rzuciła spojrzenie na towarzyszki,jakby szukając potwierdzenia.
-Nno co ty?nie pojęłam jej reakcji sądząc najpierw,że nie lubi deszczowych owadów.
-To już kiedyś było-wyjaśniła ponuro a pozostałe utworzyły obronny łuk za jej plecami.
-Co było?nie rozumiałam nadal-stosowałyście już podobne zabezpieczenia dla małych?
-Nie my i nie dla małych.Dla nas wszystkich zastosowali ONI.Potem już nikt nie umknął bo wiedzieli o nas
wszystko.Wiedzieli-kto,gdzie i co z kim jest NIETAK.Kiedy odeszli,zostało nas tyle,co palców u stóp.Nie zgodzimy się już nigdy.Odtworzenie stanu trwało tysiąclecia.
-I wy o tym wszystkim wiecie?-byłam oszołomiona-Skąd,jak?Jakieś przekazy,zapiski,no źródła danych!
-Wypchaj się-powiedziała gniewnie-zawsze zaczyna się od życzliwych rozmów i wyłuszczania pozytywów.Nie reflektujemy.
-Ależ maluchy gdzieś przepadają-próbowałam bronić swojej koncepcji-każdy chaos pogodowy niesie ubytek
małych surykatek.Ćmy pozwolą je zlokalizować….?
-Lepszy ubytek niż całkowity zanik-powiedziała nieustępliwie Najmędrsza i wróciła do komputera.
-Nie mogę się zgodzić z taką postawą-podniosłam głos-to nonsens żeby narażać dzieci bo jakieś legendy zalecają wam ostrożność.Odpowiedzialność i sumienie każą mi zignorować wasze stanowisko.
-Nawet nie próbuj!powtórzyła,patrząc już w ekran.
-Bo co,stuknięta,lekkomyślna macocho?Co zrobisz?Przecież od dawna żyjesz,jak komputerowe widmo!
-Chcesz nawałnicy oddolnej?parsknęła-nie pomoże ci uszczelnianie od góry twoich szałasów…!
Wracałam wściekła i potargana.Ćmy krążyły wokół mnie-ćmiąc barwnie i drażniąco.Odleciały nie doczekawszy się zapowiedzi współpracy.Zdecydowałam się ignorować kolejne wieści o zaginionych i podreperowałam dach szałasu bo przeciekał co i raz.Pomstując ułożyłam się do snu a strugi na dachu produkowały przyjazne dźwięki.Śpiąc rozważałam szanse pokonania oporu surykatek.Pogłębione analizy przerwało mi uczucie nadzwyczajnej wilgoci mojego posłania i otoczenia w ogóle.W szałasie padał deszcz a chruściany dach nie ponosił za to najmniejszej odpowiedzialności.Bo deszcz padał z klepiska do góry a ziemia czyniła honory sklepienia.Chcąc zabezpieczyć „domostwo”musiałabym teraz izolować ODDOLNIE a do tego nie byłam przygotowana.Wyszłam na zewnątrz a raczej wyniosły mnie poziome strugi deszczu.
-Dobraa!krzyknęłam w przestrzeń-odwołuję pomysł ale niech deszcz pada normalnie!
Nie wiem,czy to Dzieci Indygo wsparły opór zwierząt i zamieszały porządkiem rzeczy czy źródło było zgoła inne.Nawałnica oddolna była faktem a nie podejrzewałam wcześniej surykatek o butną sprawczość.Tego dnia ostrzegły mnie raz jeszcze bo Ziemia wywróciła się do góry nogami i deszcz lał się prawidłowo-tyle,że mój szałas zwisał,jak lampa i ani do niego przystąp.Musiałam wyryć na skale ogromne hasło:ŻYJCIE JAK CHCECIE,co kosztowało mnie kilka godzin roboty i dopiero wtedy rzeczywistość wróciła do normy.Krążek Ziemi z ulgą położył się na plecach a szałas znów był moim domem.

Słońce nie raczyło mi pokazać twarzy jeszcze długo po deszczach.Zwierzaki mówiły,że dla nich świeci- absssolutnie!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Nawałnica od-dolna

  1. Ela pisze:

    To znaczy Wizjo że pełne ręce roboty miałaś a do tego plachandrowałaś!No chodż to cie trochę pożałuję:))dobrze ze już jezdeś!!!

    • Wizja pisze:

      Elunia- tylko mnie pożałowywasz czy trochę rozumiesz moje jak-naj-lep-sze intencje ? Rozumiesz ? To dobrze.Acha, zapomniałam co znaczy plachandrować .

      • Elatroska pisze:

        Rozumię i wiem ze odwalasz duzo dobrej roboty!Plachandrować tz.byc w wielu miejscach ha ha ha

  2. violamalecka pisze:

    I dobrze zrobiłaś,
    niech żyją jak Kcą…
    Najważniejsze to nie wtrANcać się
    ani do dziaDków ani do dziaTków…
    To moja główna zasada, dzięki której
    mam śNięty spokój…
    No i szałas mi nie przecieka… 😉
    INWIGILACJA…
    fuj, jakie to brzydkie słowo
    o znaczeniu nie wspomnę… 😉

    • Wizja pisze:

      Pognębiasz mnie do imentu,Viola.Zawsze myślałam,że szlachetne wtrancanie się albo słuszna interwencja to obowiązek „człowieka poćciwego”. A tu co? Jakiś kanał wyszedł albo jeszcze gorzej-wiocha.

      • violamalecka pisze:

        Ech Wizjo, nie wątpiłam ani przez chwilę
        w Twoje najlepsze intencje, a słowo
        inwigilacja dotyczyło wyłącznie tych ONYCH
        o których mówiła surokatka… 🙂
        Wiesz kiedyś się wtrącałam, jeśli zaszła
        taka potrzeba z lepszym lub gorszym
        skutkiem… Teraz nieco odpuściłam…
        ale tylko nieco… 🙂

      • Rosa pisze:

        No widzę, że nareszcie zaczynasz rozumieć 🙂

      • Wizja pisze:

        A ty co taka mentorska ?!

      • Wizja pisze:

        To najważniejsze Viola . Odpuszczamy tylko na chwilę ………………………a nasze w końcu musi być na wierzchu.

      • Rosa pisze:

        Mentorska? Nie wiem, może po tatusiu 😉

  3. rudaja pisze:

    piękne ostrzeżenie dostałaś, a niech one zyja jak chcą. czasem nie wtrącać się to najlepsza pomoc jaką możemy zaoferować 🙂

    • Wizja pisze:

      Witaj płomiennowłosa ! Mówisz ,ze ostrzeżenie piękne ? No, z pewnością nie było żartobliwe .Podejdę z całą powagą do „niezbywalnych” praw braci młodszych i niech sobie nawet sypią sól do herbaty.O !

  4. Adamaszek pisze:

    To ćmy takie pomocne? Ech, kto by pomyślał…

    • Wizja pisze:

      To takie ćmy-sciemy,Ada. Pomocne ale jakby szpiony.Świat się tak zagmatwał,że nie wiadomo czy te ćmy miały czyste intencje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s