Ktoś widział słońce ?

Od razu,na wstępie wyjaśniam,że słońce zamknęłam w kozie/u mnie to pod podłogą/ więc go nie ma.Każdy,kto twierdzi inaczej-kłamie.To tyle,zamiast gry wstępnej.Dalszy ciąg też poleci na przełaj bo zabrakło mi decymetrów skóry bawolca i skrobię niejako w punktach na kawałku wapienia/?/.
Nie układa się nic.Dopiero koło 15-te-tej nakarmiłam lwie paszcze a one chwiały się na wątłych łodygach i skarżyły się zamierajacymi głosikami.Zamiast uczucia skruchy i żalu dopadła mnie złość na te drętwe
mizeroty.Wspomnienie naszej doliny podsuwało mi obraz krzepkich,mocnych w kwiecie i kolorze-rodzimych lwich paszczy.Naszych nie trzeba było dokarmiać bo ich urodziwe pyszczki wciągały wszystko,co jadalne,wydając przy tym żywe dźwięki naśladujące odgłosy cmoknięć.A te malwy,przeciągające się leniwie w strugach deszczu.Eech,czy sawanna to naprawdę szczyt moich możliwości?!Ok,dożywiłam paszczki bo takie są moje obyczaje-zupełnie nietutejsze.
Małą płową lwicę nauczyłam roztropnego obchodzenia się z ogniem bo od trzech dni tkwiła,jak zauroczona przy moim kominku.Szlag mnie trafił na widok bociana krążącego nad gniazdem surykatek bo byłam świadoma rychłych konsekwencji.Młode i całkiem małe surykatki coraz to zasilały szeregi bezgniezdnych włóczęgów,których nikt już nie był w stanie dyscyplinować,edukować czy choćby nakarmić.Rozważałam,skąd tego sierpniowego popołudnia wziął się NASZ bocian ale przypomniały mi się blogowe sygnały o przebiegunowaniu Ziemi,które ma stworzeniami bardzo wstrząsnać i posłać na manowce wszelkie plany indywidualne,a także projekty zespołowe.Przy takim stawianiu sprawy bocian jest całkowicie na miejscu.
Kolejnym odnotowanym faktem miało być nadejście malowniczo wyczerpanego lotnika ale zjawiskowość osoby i sytuacji zakłociła mój porządek myślenia więc dalej już monologuję:Lotnik był wyczerpany bo nie jadł,dźwigał spadochronowe folie i różne drobne sprzęty oraz toporek,który przyłożył do mojej wyrazistej żuchwy.Spojrzał na szare niebo,z którego był prawdopodobnie spadł i zapytał udręczonym głosem:
-Ktoś widział słońce..?
-A bo co? udałam zdziwienie-zabierz siekierkę to się rozejrzę i może ci powiem.
Lotnik opuścił rękę z narzędziem i siadł ciężko na zwojach folii i płocien.Spojrzał na mój szałas oraz całe wyplatane obejście i spytał:
-To można tutaj żyć?Nie mów,że jesteś sama.
-Tak.Ale nie wysnuwaj z tego pochopnych wniosków.
-Mam gdzieś twoje wnioski.Idę od kilku dni a słońca ani śladu.Wszyscy kłamią.Miała być susza i nadprodukcja słońca.A co mamy?Od mokrej trawy wraca mój reumatyzm a szare niebo wznawia depresję.Ebola.
-Co,ebola?spytałam od niechcenia bo nagle uświadomiłam sobie korzyści,jakich mogłyby mi przysporzyć szmaciane dobra przywleczone przez lotnika.Zafoliowany dach szałasu…siekierka to w ogóle absolut…
-Ebola nie dotarła?Pisali,że wszędzie jej pełno.No i przebiegunowanie.To mogłoby wyjaśnić brak słońca.
-Daj spokój-wzruszyłam ramionami-słońce siedzi u mnie w kozie.Daj mi te resztki spadochronu,toporek no i twoją pilotkę bo twarzowa,a ja wypuszczę słońce.Niech tam,ciebie też wypuszczę na skróty.
-Zryło ci beret?zapytał już całkiem życzliwie-zwykle to efekt przegrzania ale ty możesz mieć savannah-syndrom,pisał jeden koleś w necie.Nie chcesz wyjść razem ze mną?
-Oddajesz te gadżety czy nie?
-Bierz,co chcesz.Serio mówisz o jakimś wyjściu stąd?-pozbył się zwinnym ruchem wszystkich uprzęży krępujących ruchy i sprawiał wrażenie mniej zmęczonego.Postawiłam stopę na zdobycznych rekwizytach i wskazałam dłonią otwarty monitor.Najmędrsza odsunęła się robiąc przejście.Lotnik ruszył żwawo ku swojej wolności ale na sekundę zatrzymał się i obejrzał za siebie:
-Nno,trochę mi sumienie drgnęło…może nie powinienem cię tu zostawiać na pastwę.Słuchaj,a ty jesteś starsza czy właściwie młoda,bo jak tak patrzę to w sumie nie wiem…!
Coś w mojej twarzy sprawiło,że nie czekał na odpowiedź ani nawet na słoneczko,tylko czmychnął.Surykatka pozorując jakieś ruchy przy monitorze,przyglądała mi się spod oka.
-To ile masz lat? spytała niewinnie-mnie możesz powiedzieć.Nie przejmuj się,nikt by ci nie dał więcej niż połowe tego.
-Połowę czego?
-No połowę tych lat,co je masz.

* * *
Słońce-podsłuchujące chciwie,dostało napadu śmiechu a jego wybuchowe cme,cme,cme,wprawiało w drgania podłogę szałasu.Słońce było najstarszą z przyjaznych mi istot.ALE na wielkiej scenie nieba wirowało zawsze,jak Odetta w tańcu,niepobladłe,niezmęczone,nie liczące się z czasem.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

41 odpowiedzi na „Ktoś widział słońce ?

  1. odarty pisze:

    – a ile masz lat?
    – a mam liczyć poprzednie wcielenia?

    Czy jak nastąpi przebiegunowanie Ziemi, to słońce zobaczy tylko ten, kto będzie gotowy je widzieć? Taka refleksja

    • Wizja pisze:

      Ogólnie 160 a co do szczegółów to „nos do kawy”. Surykatka wyraźnie napisała,że wyglądam na połowę tego /co mam/więc na ok.80-ąt.Czyli życie na dobre -dopiero się rozkręca.Reinkarnacja to nie moja bajka.
      Co do słońca to być może.Jeśli moment przebiegunowania nastąpi tak raptownie, jak przypuszczają to nikt nie będzie miał głowy żeby myśleć o opalaniu.Raczej przeżyjemy szok -my i porządek przyrody.No a reakcja „akwenów” wodnych? Ktoś przyrównał ocean do miednicy z wodą – powiedział: wyobraź sobie ,że trzymasz miednicę pełną wody i nagle ktoś podcina ci nogi .Następuje WIELKIE CHLUST !! Różnie może to wyglądać ale nie sądzę żebyśmy WSZYSCY to przeżyli.Sam moment przebiegunowania i potem,gdy porządek będzie wracał do jakiejś normy.

      • odarty pisze:

        Chyba jestem zwolennikiem bardziej alternatywnego postrzegania zjawisk, dlatego uważam, że myśl może kształtować materię. Tu dowód, który i Ciebie może zjednoczyć: cokolwiek zechcesz, to się stanie. Uważam zatem, i jestem w tym przekonany, że stanie się to i tak jak zechcemy. Inna sprawa, że chyba za mało w nas sił. No to sobie pogadałem…

      • Wizja pisze:

        Odarty,ja bardzo /wbrew pozorom/alternatywnie postrzegam i również myślałam,że myślą można kształtować…itede ALE PEWNEGO DNIA dostałam tzw.obuchem i już wiedziałam,że myślą i chceniem nic nie zdziałam.Kropka.Może moje myślenie było-jest zbyt wątłe bo chcenie jest potężne i nieustepliwe. Obawiam się,że to myślenie / a raczej wiara/ musiałyby być wysoko ponad moimi możliwościami. W drobiazgach-owszem,sprawdzało mi się to,o czym mówisz.

      • odarty pisze:

        wg mnie ten obuch już nie istnieje, a co za tym idzie, nie istnieje także ból. Jego cecha to przeszłość… a tej jako takiej nie ma

      • Wizja pisze:

        Istnieje Odartusku . Cud mógłby to zmienić .Ten obuch nie był wydumanym , wyolbrzymionym upadkiem mojego „ego” > bo chyba o coś takiego mnie podejrzewasz.

      • odarty pisze:

        nie podejrzewam, nie mam na to czasu ani chęci. Rozmawiam z Tobą 😉
        a teraz wyobraź sobie, że tracisz pamięć, to istnieje nadal czy nie?

      • Wizja pisze:

        Sama stosuję takie techniki uwiarygadniania -Odarty. Tak,niestety ,sytuacja się nie zmieni, fakty pozostają faktami niezależnie od kondycji pamięci. No,może na etapie demencji starczej przestanę się tym przejmować bo wtedy i fakty się rozmywają.

      • odarty pisze:

        Sama? To nie zarobię na Tobie 😛
        Podaj mi definicję starości, to może sobie też zrobię na złość i wrzucę się do tej klatki

      • Wizja pisze:

        Definicję ? Starość to etap ,na którym nie masz już oczekiwań i nie wytyczasz sobie celów a także nie „szalejesz” spontanicznie”.Starość to ewentualnie stan nasycenia czy poczucia,że wszystko już zrobiłeś.Starość to zmęczenie zabijające motywację i zatykające rdzą kanały z energią. Starość to…..skąd u licha mam wiedzieć. Powiem ci,jak już będę wiedziała z autopsji. W każdym razie starość nie ma decydującego związku z metryką,to mi wychodzi z obserwacji życia.

      • odarty pisze:

        mega racja Wizja. Jeszcze jedno głupie pytanie zagnieździło mi się w głowie: dlaczego każdy chce być młodym?

      • Wizja pisze:

        Cześć Odarty. Dlaczego młodość postrzegana jako wyższa jakość? To proste: estetyka i ekonomia. To chcenie miałoby-jak rozumiem, dotyczyć osób,których statystyczna młodość minęła ?Czy również 5-latków?

  2. Mrsdalloway pisze:

    Wizjo, aż się przestraszyłam. Ale tak całkiem serio, to ta ignorancja ludzi na to co wyczyniamy z przyrodą okropnie mnie złości. Oburza mnie, gdy okoliczna sąsiadka wylewa wodę pełną proszku na trawnik..brr .Przeraziły mnie doniesienia o lodowcach- co to będzie?! Pal licho ze mną , ale te wszystkie fajne małe brzdące, co one winne, że przyjdzie im tak skwierczeć?!

  3. Mrsdalloway pisze:

    Wizjo, Ty masz taką piękna duszę, co tam lata. Pal sześć z nimi. Smakujmy każdy dzień.

    • Wizja pisze:

      Wprawiłaś mnie w stan załamki ale sama sobie jestem winna bo po grzyba kokietuję tym wiekiem /nie wiedzieć kogo/.MrsD – moja reszta -poza duszą ,wygląda ,jak w awatarku tzn. jeszcze nie pozieram „na księżą oborę”.A dusza chciałaby do raju tzn.chciałaby być piękna ale -póki co, przystraja się w lilie ,które po chwili więdną i usychają.Gdyby dusza JUŻ była piękna to lilie tkwiłyby świeże i nienaruszone.

      • Wizja pisze:

        PS. MrsD – nie jestem przekonana,że przebiegunowania,topnienia lodowców , systematyczne trzęsienia ziemi i.t.p TO efekt naszych,ludzkich działań inwazyjnych.Standardowe media tłuką nam do głowy,że tak jest ale ,jak przewertować „karty” info -netowe to sprawa jawi się dyskusyjnie > całkiem poza ludzką mocą sprawczą.

  4. Mrsdalloway pisze:

    Wybacz, tak z butami wlazłam w temat. Awatarek wielce przyzwoity i ma to coś, jestem kobietą, więc mi nie wypada… albo zostanę posądzona – ha, ha… a co mi tam zresztą; co zaś się tyczy duszy, to te szlachetne rzadko osiągają stan samozadowolenia,raczej nieustannie poprawiają i dążą do rozkwitu . W omawianym ” przypadku:)” mamy do czynienia z duszą jak najbardziej idącą właściwą ścieżką.Choć znam jedynie wirtualnie.

    • Wizja pisze:

      Nie ma nic do wybaczania,sama sprowokowałam temat wieku. Pewnie jednak gdzieś tam żal za czasem ,kiedy wypadało pić wino prosto z butelki na „krawędzi” fontanny na placu. Zauważ jednak,że wciąż nieskończona ilość wydarzeń , możliwości ,emocji przed nami.Więcej przed nami niż za nami. I to jest matematyka a nie płonna nadzieja.

      • Mrsdalloway pisze:

        Kurcze, też tak mam ,czasami z żalem patrzę sobie na beztroską młodość. A może my niepotrzebnie mamy takie dylematy? A gdyby tak zaszaleć:)) Liczę na tę „nieskończoną ilość” choć potem jak się rozpędzam, nie zawsze czuję tylko radość…no cóż – c’est la vie!

      • Wizja pisze:

        MrsD – a kiedy wtedy się rozpędzałaś to zawsze czułaś tylko radość ? A pamiętasz kace o różnej proweniencji ?? A widzisz! Co do „zaszalenia” to robię to obecnie częściej niż kiedyś.Po prostu przekraczam granice,do których dawniej się tylko zbliżałam – z braku czasu,ze strachu ,z niewiary.

  5. Mrsdalloway pisze:

    Tak, pewnie masz rację, ta prawda leży może gdzieś po środku. Jesteśmy dewastatorami- to pewne, ale nie mamy aż tak ogromnej mocy sprawczej. Co nie czyni nas wolnymi od zdroworozsądkowych poczynań na rzecz MATKI NATURY. Nieustannie brak nam umiaru, poszukiwania „złotego środka” zawodzą. Choć ja, zadałam sobie misję nawracania tych co się otaczają kolczastymi płotami i mówię : Precz! Zbędnym przedmiotom co nam zaśmiecają planetę. Wszyscy mnie pytają, kiedy urządzę dom, a ja odpowiadam – ” już skończyłam”:))

    • Wizja pisze:

      Więc w czymś się różnimy – ja bez przerwy zmieniam i nigdy nie skończę niczego „urządzać”.Ale rozumiem,co chciałaś powiedzieć. Jesli chodzi o zaśmiecanie to oczywiście ucinałabym łapy za dewastowanie i zniekształcanie krajobrazu. Płot niestety mam – lichy, ale doświadczałam licznych wtargnięć z włamaniem i kradzieżą więc…życie wymusiło postawienie barierki.

      • Mrsdalloway pisze:

        Jest całe mnóstwo przedmiotów, które nie uszły moim oczom, ale zasobność mi na to nie pozwala, a wiem, że jak tylko zacznę o tym myśleć, to zaraz obwinię się i zacznie mnie spalać uczucie niespełnienia i niedosytu piękna wokół. Ponad to kocham przestrzeń. Znałam kiedyś malarkę wrocławską , lubiłam jej dom, obrazy, drobne małe figurki, ciekawe szklane naczynia, drobiazgi – skromny, ale pełne ciepła i specyficznego klimatu mieszkanko.

  6. Mrsdalloway pisze:

    Może my troszeczkę niepotrzebnie, choć pewnie jest to poza naszymi możliwościami, drążymy te emocje, o których wspomniałaś – „strach” , „niewiara” …Gdyby potraktować je jak opuchliznę, wrzód, sprawić, by się spłaszczyły. Nie zagłębiać się, żyć tak bez eksplozji, implozji, ekstazy!!!
    Wizjo! Co ja piszę, przecież to ponad człowiecze siły. Tak żyć, bez uczuć… wpadłam sama w pułapkę:)

  7. Mrsdalloway pisze:

    Przepraszam Cię, gaduła jestem.

    • Wizja pisze:

      Nie szkodzi, porządny nauczyciel musi „mieć upodobanie” w mówieniu.Idę w teren .Wrócę /chyba/ późnym wieczorem.

  8. Mrsdalloway pisze:

    Miłego popołudnia zatem 🙂

  9. Mrsdalloway pisze:

    Dobry wieczór 🙂 ciepły zresztą. Sączę kawkę, nie wiem czy powinnam o tej porze:), ale co tam.
    Nie czuję najmniejszego powiewu wiatru na twarzy. Gdyby nie to, że taras mam nieosłonięty, spędziłabym noc na materacyku pod gwiazdami.

    • Wizja pisze:

      Witaj MrsD. Wypuściłam słoneczko na wolność a ono nadrabia zaległości .Jest cudownie.Mam taki prymitywny kominek w piaszczystej skarpie i palę tam wieczorami małe ,pachnące ognisko. Nad tym wszystkim gwiazdy,poniżej zderzają się w powietrzu moje myśli ,jak leniwe nietoperze. Wypiję mleko .

  10. Mrsdalloway pisze:

    To miłe kiedy ktoś dotyka słów i znaczeń tak, jakbyśmy sami chcieli to powiedzieć.

  11. Mrsdalloway pisze:

    Mam nadzieję, że nie napisałam czegoś zdrożnego:) Łagodnego wiatru na twarzy Wizjo życzę na dziś.

  12. Mrsdalloway pisze:

    Za moimi oknami strugi deszczu. Dzień dobry Wizjo. Nie miałam na myśli mojego bloga. Źle się wyraziłam. Bałam się, że zamilczałaś od mojego gadulstwa lub użyłam niewłaściwych słów.
    Dziś przeczytałam coś i postanowiłam się tym z Tobą podzielić, a co! 🙂
    „Ta butelka z sokiem pomarańczowym ma niebieski korek.
    Niebieskie korki zastępują wyduszonym pomarańczom
    niebo.
    Jeszcze nigdy pomarańcze nie były tak blisko nieba jak
    w butelce – nigdy go nie dotykały. Zresztą nie muszą już dojrzewać
    więc zetknięcie z niebem ma dla nich inne znaczenie
    – to jest albo inny przymus albo inna przyjemność.” K. Miłobędzka
    Za to właśnie kocham słowa. Niestety talentu do pisania poezji to ja nie mam za grosz.
    Mam nadzieję, że ta płowa lwica spała słodko. Taki „proces” zasypiania u maluchów jest niewiarygodnie urokliwy. Zwłaszcza , gdy chcą dotrzymać do końca bajania, a powieki się kleją.

  13. Mrsdalloway pisze:

    Wizjo,chciałam podziękować za pozytywną reklamę mojego skromnego bloga. Odwiedziła mnie Rosa, ponoć za Twoją zachętą. I gdzie Ty się podziewasz? Czy zdajesz sobie sprawę z faktu, że niektórym brak Twoich słów, doskwiera:))? Wybacz tę namolność.

    • Wizja pisze:

      MrsD ,pewnie nie uwierzysz ale wciąż mam problemy z wejściem na twój blog.Nie wiem,dlaczego bo nie od razu tak było. A przebywałam daleko – w każdym razie myślami i formami aktywności .Godzinę temu wróciłam i podjęłam nawet próby komentowania tu-i-tam ale coś z moim internetem nie jest dobrze. Wygląda na to,że chętniej mi się poddaje rankiem / kiedy ja nie działam/ a wieczorem katastrofa.Może surykatka przekupiła modem.

  14. Wizja pisze:

    No postarałam się !

  15. Mrsdalloway pisze:

    Dzięki Bogu:), odpuściły złe moce i ci , co w kablach grzebią

    • Wizja pisze:

      MrsD-one chyba nigdy do końca nie odpuszczają.Zmarnowałam pół dnia na walkę z tymi „kablarzami”.Szkoda słów ale mnie złość szybko przechodzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s