Projekty z tamtej strony.

Nie mam zamiaru zwracać uwagi na niespokojny wzrok Anioła Piotra czy tropiące oczka surykatek.Podrywa mnie do akcji projekt sielskiego basenu,który chcę żywcem przenieść ze snu na TĘ STRONĘ.Jestem zdrowa więc ignoruję ichnie zatroskanie.Zdumiewam się prostotą sennego projektu,gdzie bazą jest foliowa plandeka i zwykła roślinna plecionka. Wymierzam krokami około pięciu metrów na trzy i gęsto wbijam metrowe paliki po obwodzie  prostokąta.Już ogarnia mnie podniecenie,jakiego doświadczam zawsze,kiedy przewiduję stworzenie czegoś ładnego i-nie do końca,przewidywalnego.                                       A potem zaczynam pleść!Cudowne uczucie,kiedy giętkie pnącza z węzełkami pąków poddają się wygibasom bez słowa protestu.Moje myśli bezwiednie plotą wersy w podziwie dla niewiadomego.Palce plotą sobie ,myśli sobie-chociaż niesprzecznie co do natury i celu mojej aktywności.Cudownie.                                                                                                                        Grubsze pnącza dyskretnie dają do zrozumienia,że sploty ich tęgich ramion wymagają mojej zwiększonej uwagi.Racja,przepraszam,próbuję śpiewać wiersze bo własny głos zawsze sprowadza mnie na ziemię.Pąki seledynowych pnączy ostrzegają,że wnet eksplodują. Przyspieszam bo nadciągające chmury potwierdzają ich słowa.Deszcz otworzy je na oścież.                                                                                                                                                     Gotowe.Nie uciekam do szałasu przed ulewą.Patrzę,jak plecione ścianki basenu zwiększają objętość.Woda poi je do granic wytrzymałości.Po chwili małe kaskady przelewają się przez brzegi.Fioletowe i żółte niby-macoszki, wytryskają,jak barwne owady,z harmonijnie poskręcanych ścianek.Rzucam się,jak dziecko w seledynową deszczówkę i budzę się naprawdę.Teraz nie wytrzymuje Mała i wskakuje za mną.Chlapiemy i próbujemy pływać.Dajemy radę.Pnącza szaleją więc basen otacza nas coraz wyższym,kwitnącym parawanem.Po chwili między kwiatami a liśćmi widzę już tylko pół uśmiechu Piotra.Odnóżki pnączy-ograniczane i krępowane plandeką,suną po wodzie i łaskoczą nas chichocząc.Mała wrzeszczy, ja unoszę się ku górze-świadomie i bez zdziwienia.Wszystko kwitnie,wszystko jest falą,wszystko drga strunami traw.                                                             Moja sawanna.                                                                                                                                   Okapi zatętniła nagle,jak klątwa materii i skubnęła brutalnie niby-macoszkę.Skrzywiła się. -Dziwaczna ta wanna i niesmaczne kwiatki-skwitowała.                                                             Słońce postrzegało sprawę inaczej i rozkoszowało się widokiem opalizujących brzegów basenu- bo taki musiał być skutek jego gry z płatkami niby-macoszek.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

22 odpowiedzi na „Projekty z tamtej strony.

  1. Seledynowa deszczówka… Nie żebym był złośliwy, ale kiedyś dawno, przed laty, pracowałem z człowiekiem z prowincji, który parę razy powtórzył sentencję (nie brzmiała jak wyrok), że za pierwszym razem „jak się żenił, to miał piękny seledynowy garnitur”. Chyba dopiero teraz – tak naprawdę – dotarło do mnie, co miał na myśli. Dzięki Tobie.

    • Wizja pisze:

      Ano. Ten gość wybrał kolor garnituru – neutralizujący jego zzieleniałą / ze strachu/ gębę.A moja deszczówka odbijała kolor pnączy. Zresztą seledyn na sawannie to zupełny unikat.
      Katon, teksty u ciebie są zniekształcone, tzn.słowa .Trudno chwilami rozszyfrować ,o co chodzi. Sprawdź czy ktoś z TWA – też tak postrzega twoją stronę. U Zenobiusza też są te zniekształcenia.

      • Wizja pisze:

        Chciałam powiedzieć,że Zeno w swoim komputerze też widzi twoje teksty zniekształcone.Szkoda, w sumie.

      • Jesooo!… Zniekształcony jestem?? Spiskują przeciwko mnie, et tu Internetu contra me…

      • Wizja pisze:

        Mówię serio. Wczoraj to wyglądało m.w. tak :
        ” …Nad Kor nie bd si pastwi, bo to kobieta, która ma już swoje lata….
        wszak ,jak susznie zauwaya: z kadej saboci naley zrobi cnot…” I tak dalej.
        Może ciebie to bawi Katonie ale sądzę,że wielu czytelników zniechęca.

      • Wizja pisze:

        Hi,hi, ale obok Angie wyglądasz w sam raz.

  2. Wizjo… doprawdy, nie posądzaj mnie, że piszę przednim hieroglifem. Oświadczam, że posługuję się „hieratyką” i „demotyką”. Widać, pracujecie na przestarzałych czytnikach… Wykupiłem na wordpressie ekskluzywny motyw.

  3. Hmmmm… Może stąd, że mój blog nie jest normalny?.. W sensie – wyjątkowy. Est. Dobra, poniosło mnie. Proponuję instalację firefox’a.

  4. Dobra, kończę tę przydługawą a nic w sumie nie znaczącą pogawędkę, bo postronni pomyślą, że kosztem ich, mnie poświęcasz zbyt wiele uwagi. A nie chcę skłócić Cię z Twoimi – marnymi, bo marnymi, ale jednak – blogerami. Ciumk!

  5. Navia pisze:

    Kwiatowy basen brzmi nieziemsko przyjemnie. Ja pływam w morzu nieskoszonej trawy i za każdym razem mam mokre spodnie i buty, a to nie jest zbyt miłe. Może powinnam być bez obuwia ? 🙂 Albo skosić trawę.
    Bratki uwielbiam, są urocze i chyba zachęciłaś mnie do zmierzenia się z tym trudnym tematem malarskim 😉 Gorące, majowe buziaki 🙂

    • Wizja pisze:

      Cześć Navijko . Mam nadzieję ,że kiedy brodzisz w trawie to nie łapią cię kleszcze – niczym pijawki w sadzawce. U mnie jest tego zatrzęsienie.
      Wiesz, ze zdejmowaniem obuwia poczekaj do po Świętym Janie – tradycyjnie. Jeśli u ciebie nie ma kleszczy to BOSO PO ROSIE jest po prostu boskie.
      Brateczki u mnie są w tym roku miniaturowe jak polne bratki i w kolorkach iście odlotowych. Coś dla artystki. Więc będę obserwowała twoje zaangażowanie w temat.

      • violamalecka pisze:

        Komary, meszki… coraz tego więcej.
        O brodzeniu boso nie ma mowy.
        Żal… bo bardzo to lubię.
        A kleszcze, te małe wampirki codziennie
        wydłubujemy z sierści naszych psiaków.
        I jak tu kontemplować przyrodę… no jak..?

      • Wizja pisze:

        Jak kontemplować..? Viola – ofoliować się,jak cenny dokument / hi,hi/ Albo taki kombinezon z lateksu , jak rękawice ghirurgiczne.

  6. MrsDalloway pisze:

    „Wszystko jest falą”…zapomniałam się u Ciebie:)
    Serdeczności!

    • Wizja pisze:

      A ja już w zasadzie godziłam się z faktem,że zapomniałaś o mnie.
      Dobrze,że jesteś a jeszcze lepiej,że prowadzisz konsekwentnie swój znakomity – podkreślam : ZNAKOMITY ,blog.
      Narka.

      • MrsDalloway pisze:

        Zapomniałam?? Gdzież bym śmiała. Ty mi tu nie słodź. Mam naprawdę słabsze momenty.
        Nie oddam tego co realne za bloga, ale bywają momenty, że sprawia mi to niekłamaną przyjemność.

      • Wizja pisze:

        Słodzę szczerze, jak herbatę przyjacielowi ! Jeśli chodzi o słabsze blogowe dni to nikt nie dostrzega tego tak „boleśnie”,jak ty. Czytelnicy postrzegają go ,jak ładne,mądre dziecko a TY /jak matka/ martwisz się o wszelkie odstępstwa od ideału – tego twojego dziecka > bloga. A jeszcze matka nauczyciel to kaplica. Wiem,co mówię, moja mama wciąż porównywała mnie ze swoimi uczniami ……koszmar.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s