Święty .

Zdecydowany  faworyt  w  konkursie   na   ŚWIĘTEGO   MĘŻA   miał   powód  do  radości  . Jego  finalna  –  delikatna  acz   dramatyczna  wspinaczka  do  nieba  pozostawiła  w  ludziach   uczucie    żalu  i  tęsknoty , nieco   pomieszanej   z  zazdrością , jaką  można  odczuwać  wobec  triumfalnego  zwycięzcy  ciężkiego  wieloboju – zwanego  życiem . CZY  MYŚLAŁEM   KIEDYŚ   O  TYM  , że  pozostanę   liderem  również  po  śmierci  ?  zastanowił  się  i  spojrzał    pytająco  na  anielskiego   Adiutanta .                                                – Należało  ci   się – odpowiedział   Anioł   bez   słów  i   bez  emocji ,  ale   spojrzawszy  na  Faworyta  skrzywił   się  lekko  i    dodał :  chociaż   jesteś   niespokojny .  Święty  Mąż   przymknął   oczy  i  westchnął : maliny  już   pachną ? Adiutant   poruszył   skrzydłami  : nie   możesz   czuć  ich  zapachu , zresztą  to   dopiero   kwiecień ! Jan   uśmiechał    się  przekornie   wykazując   tendencję   do  zejścia   w  dół . Anioł   stanął   w  zasadniczej   pozie  służbowej  i  wyrecytował   karcąco : Nowo Mianowany  Święty   proszony  jest  o  zajęcie   stosownego  miejsca ! Raptem  potężna   Dłoń  wysunęła  się  z  ognistego  punktu   w  obłoku  i  zatkała  Adiutantowi   zdyscyplinowane   usta , a  cierpliwy , pogodny   Głos  powiedział : Daj   spokój !  Niech  się  dziecko  pobawi !                                                        Anioł   odpadł   bez  słowa , a  Jan   smyknął   na  ziemię , jak  gwiezdne  piórko  i   zatonął   w  malinowym   chruśniaku . Na   wielkim   placu , tuż  za   malinowym   gąszczem   trwała   recytacja  na  cześć   Najwyższego  i   Jego  Nowego  Asystenta . Jan  wsłuchiwał   się  z  uwagą  w  melodię   recytacji  –  wdychając  z   rozrzewnieniem   zapach  ciepłych  owoców . Wyrosły   tu  dla  mnie ,  wbrew  ziemskim   prawom   natury – pomyślał – ale   TAM  już  ich  nie  będzie  i   pewnie  nie   pozwolą   mi  tu   wracać ….?                                             Recytacje  na  placu   dobiegały  końca  a   maliny  traciły  ostrość  barwy  i   siłę   zapachu . Anioł   w  górze był   znów   na  stanowisku  i   nie  wydawało  się , że   Szef  odstawi  go  na  bok .  Jan   westchnął   i  szepnął   z   żalem : Proszę  jeszcze   o  chwilkę …..     Anioł   odwrócił  wzrok   na  dłużej  , po  czym   bez  słowa   zrzucił  drabinkę . Święty  Mąż  wspinał   się  powoli ,  spoglądał  za  siebie   wyczekująco  ,  z   lekkim  odczuciem  zawodu . Wtedy  dotarł   wreszcie  z  daleka , potężny ,  niezapomniany , kochający  śpiew : A  my  Wom  zycymy , a my  Wom  zycymy  – scynścia , zdrowia , cobyście  i   w  niebie   nie  zabacyli   nas   w   potrzebie  …. Twarz   Jana  wypogodziła   się ,  oblicze   Anioła  nawet   nie  drgnęło . Obaj   wiedzieli , że  to   był   ostatni   raz .

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

22 odpowiedzi na „Święty .

  1. Caddi Fredson pisze:

    Potwierdzam słowa adiutanta: należało się:-)

    • Wizja pisze:

      Chyba tak , ale czy doczytałeś ” wywód ” do końca , bo drukowało mi się na bieżąco w trakcie pisania . Nie wiem , dlaczego .

  2. Ogończa pisze:

    Jakoś natchnione teksty nie gromadzą tłumów .

  3. violamalecka pisze:

    Miałaś rację Wizjo, jesteśmy niezniszczalne.
    Stać mnie już nawet na półuśmiech…

    • Wizja pisze:

      Się zastanawiam , czy teraz nie pora NA NASZĄ JAZDĘ – jednoosobowy ostry surfing na indywidualnych falach ………dowolnie wybranych i nazwanych . Do oporu ! A potem się zobaczy .

      • violamalecka pisze:

        Odpowiem Ci słowami piosenki
        mojego ulubieńca M.Czyżkiewicza,

        ” Na wytartych schodach,
        pod niebem starym jak słońce
        stoję – popołudnie gorące pulsuje;
        tak się zaczyna każda misja,
        znaleźć człowieka, swoją przystań,
        urządzić po swojemu fragment świata,
        zbratać się z nim (tak czyń)
        i nie żałować słowa dobrego,
        mądrego słowa, po drogach wędrować,
        zrobić co tylko się da, aż się dopełni czas…”

  4. Wizja pisze:

    Fajne . Po drogach wędrować , zrobić , co tylko się da …..aż ….”
    I nie pozwolić NIKOMU poddać w wątpliwość naszego piękna / jak zwał ten plik zalet czy cech / .
    Czyli , może jednak płynąć jedynką ? Myślę o pojedynczej canoi .

    • violamalecka pisze:

      Hej… Wizjo!!!
      Teraz Ty mi nie znikaj.
      Coś za długo Cię nie ma..
      Zdrowaś..?

      • Wizja pisze:

        Nie znikam tylko się oddalam , znaczy od sawanny bo do płaskowyżu raczej się zbliżam . Jak zarzucę porządnie kotwicę to zaśpiewam syrenim głosem – temu i owemu na zgubę !!!
        Stabilnam ! / co do zdrowia /

  5. Ogończa pisze:

    To gdzie wreszcie ten płaskowyż , miał być opodal czy tak jakoś a tu nic .

  6. elatroska1 pisze:

    Halo jak tam zdrówko u Wizji?

    • Wizja pisze:

      Hej , zdrówko okej ALE nie mogę dotrzeć do płaskowyżu . I kokpit mnie nie wpuszcza więc nie mogę opisać udręk na mojej drodze. Horror .Nie wiem ,co to będzie .

      • elatroska pisze:

        Będzie to co ma być .Nic innego.Trzymkaj się i nie mysl ze sama masz pod górkę:)

  7. Wizja pisze:

    Będzie , co ma być – to najpewniejsza prawda . Tylko przyszło mi do głowy , że ……….może wcale nie jesteśmy niezniszczalne ?

  8. violamalecka pisze:

    Może obok… ale w pobliżu
    I jestem pewna. że kiedyś kiedyś spotkamy się
    na tym zielonym płaskowyżu. 🙂

  9. violamalecka pisze:

    I jeszcze coś a propos…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s