Peggy z rana , jak skórka od banana .

Nie  ukrywam , wznieśliśmy  z  Aniołem  serdeczny  toast  za  jego  nawrócenie się  na  przyjaźń  ziemsko-niebieską . Obydwoje  niezorientowani  co  do  mocy  tutejszej  wody, wypiliśmy  jej  po dwie wonne  krople  zamiast  po  jednej . Skutkiem  tego  był  urokliwy  szum  w  głowie , przeplatany  dzwoniącym  echem- zaśmiechem . Wkrótce  dołączyłam  swój  odzyskany  nagle  śmiech  do  tamtego  echa . Piotr zawtórował  barytonowo. Wesołe  dźwięki  zirytowały  bure  cienie  płaskowyżu , w pobliżu  rozlegały  się  ciche  syki  i  trzaski, brzmiące , jak  maleńkie  wyładowania  atmosferyczne .Nie  zwracaliśmy  na  to  uwagi . Odzyskiwaliśmy  wspólne  dziękczynienie . Do  świtu  układaliśmy  melodię  do  nowej  modlitwy.                                                                                                                              Kiedy  rano  wyszliśmy z kamien-nicy , Anioł  nastroszył  się  na  widok  Bai-Indygo , która  rozpościerała  przed  nami  płachtę  falującej  mgły . Piotr  machnął  skrzydłem  chcąc  odrzucić  na bok  to  coś , ale  nie  zdążył  bo  w  migotliwym  polu  ukazała  się  blada  Peggy , eteryczna  acz  groźna .                                                                                                Indygo  parsknęła  śmiechem  i  zarekomendowała :  Peggy  z  rana , jak  śmietana ! Widmo  Przedsiębiorczej P. próbowało  bezskutecznie  wykonać  krok  do  przodu ale  prawa  fizyki  trzymały  ją  w  ryzach . – Nienawidzę  tego, co tu robisz – zazgrzytała  w  moją  stronę – Piotrze , dlaczego  jej na  to  pozwalasz ?                                                             Anioł  poruszył  się  zdezorientowany  i  jakby  speszony : – Ja , nie ! mruknął  i  oderwał  się  machinalnie  od  ziemi – mnie tu nie było cały czas, dopiero  przyleciałem …- mówiąc  to , wahał  się  nad  ścierniskiem , jak  Peggy- w  migotliwym  woalu  i  wtedy  uświadomiłam  sobie , że widmowa  P. jest  hologramem . No jasne , INDYGO  się  bawią . Gdyby  jeszcze  wyświetlona  przez  nie  postać > mogła  mnie  rozbawić . Spojrzałam  na  Baję Indygo z  wyrzutem , potem na  zawsze  wahającego  się  Piotra – z  wyczekiwaniem. Baja  zgasiła  hologram  i  w  tejże  sekundzie  Anioł  krzyknął  surowo  do rozpadającej  się  postaci : – Chyba  przekroczyłaś  swoje  kompetencje ! Ale  widmowa  Peggy  tego  już  nie  usłyszała .   Długo  milczeliśmy bo  Piotr  nie  był  skłonny  do  rozmowy  i  wyglądał  na  zmęczonego . Grasółki  powychodziły  z  norek  ale  nie  wydawały się  przejęte   widmowym  gościem  czy  nawet  moim  aniołem . Rozglądały  się  za  Orłan-ą  w  oczekiwaniu  na  sygnał  do  aktywnego  dnia . Piotr  zsunął  się  na  ziemię  i  strzepnął  energiczniej  pióra.  – Czy ty  rozumiesz  powód  tej  ponadprzestrzennej   projekcji ? spytałam  go grzecznie – czy przedsiębiorczej  P. za  mało  mojej  sawanny ? Anioł  przygarbił  się  lekko  i  westchnął : – nie pytaj , ja też  nie  znam  wszystkich  odpowiedzi .                                                                                            Orłan-a  mniej >więcej  znała  odpowiedź  i  wyjaśniła , że moja  aktywność  na  płaskowyżu  zakłóca  Peggy  równowagę  na  ” jej ” sawannie . Coś  się  jej  tam  sypie  czy  przekrzywia , a może  zanika , kiedy  natomiast  utykam  w  mrocznym  bezruchu – jej kwiaty owocują . Takie  to  wszystko  zależne  jedno  od  drugiego , bez  względu  na  odległość . Piotr  słuchał  tych  dywagacji  i  mocno  nad  czymś  dumał :                                                                                                               – Wiesz  co ? rzekł  z  nagłym  postanowieniem – oblecę  wszystko  do  wieczora , a  jak  wrócę , to  ułożymy  całkiem nową  melodię . I  dał nura w powietrze .

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Peggy z rana , jak skórka od banana .

  1. dobrarada pisze:

    che ,che , ale ci sie to życie pcha do wirtualu , gdzie nie zadrutujesz i tak wlezie

  2. zenobiusz pisze:

    hehe. tu Rosa. Peggy wiedźmo do domu , jeśli to czytasz i zapomnij o sawannie, bo Wizja ma całe stado dorastających wnuków, one zawalczą o swoje, bądź jak Łabądź na dwóję z minusem, się nie nastawiaj na wyprost bo ci chrupnie korzuch na mleku 😉
    Rosa w Cieniu Muz contra mechagodzilla alias Peggy
    Zawsze zapraszam na pojedynek jeśli to czytasz przeciwniczko licha bez wyobraźni ( a wiem zajawko, że czytasz)- http://rosawcieniumuz.blogspot.com/

    • Wizja pisze:

      Się porobiło ! Ale co do tych dorastających wnuków toś mi Roso Marna dodała lat i się pytam , po co , na co , w jakim celu i dla jakiej mściwej przyczyny .
      Chyba nadużyłyście razem z Muzą .
      Dwie psiakrewki z was .
      A moje wnuczęta są jeszcze małe – na szczęście , bo jak podrosną to ich wdzięk zmieni się w przemądrzałość .
      Zajawka cię czyta ? Poezję ? Kto by pomyślał ..!

      • violamalecka pisze:

        Się dzieje u Ciebie Wizjo…
        Nie wszystko przeczytałam,
        więc nie jestem w temacie
        ale wrócę tu jak znów znajdę
        chwilę pomiędzy… 😉

      • Wizja pisze:

        Prawda Violino ,że się dzieje ALE u ciebie też ożywcze deszcze , dzięki Bogu . Zauważyłaś chyba , że wiele osób potrzebuje cię do wirtualnego szczęścia .
        Acha , bardzo mnie intryguje to twoje ” pomiędzy ” ale już chyba zrozumiałam > wystawa prac to rzecz pierwszorzędnej wagi .
        A ja cichcem gore.

  3. BlueBird pisze:

    Cichcem…?
    Toż to Panną Wizją jesteś
    a nie Panną Pogorzelską 😉

    A jeśli chodzi o deszcz,
    to wiesz…któż by nie chciał
    podtopić się czasem…
    Byle tylko gruntu nie stracić,
    bo odbić się można od niego
    gdy tchu zabraknie…

    • wizja pisze:

      A niechby i zabrakło……
      Masz rację , Gorejąca Wizja > to idiotyczne . Co tam ma goreć , kiedy ona niekonkretna , niby-materialna . A życie stawia wymagania i nie zwraca uwagi na nadwagę zadań . Możesz sobie ważyć tyle co ważka a dostaniesz plecak dla barczystego osła . Ech !

      • BlueBird pisze:

        Nic nie jest idiotyczne,
        może tylko dla wielu niezrozumiałe.
        Niekonkretna… niby- materialna…
        To dlaczego tak ją czuję..?
        Gorej Wizjo… ale nie cichcem.
        Chcę Cię słyszeć wciąż
        nawet z najodległejszej dali…

      • wizja pisze:

        Gorej , Wizjo ?
        – Yes , sir !!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s